Piłkarze Arki w meczu 1/16 finału Pucharu Polski ze Stalą Rzeszów błyskawicznie wyszli na prowadzenie - już w 2. minucie Michał Milewski sfinalizował ładną akcję całego zespołu. I tym wydarzeniem podopieczni Tomasza Grzegorczyka zakończyli swoje starania w czwartkowy wieczór. Drużyna całkowicie stanęła, nie myślała o próbach strzelenia kolejnych goli, zawodnicy stali przywiązani do swoich kępek trawy i radośnie kopali się po czołach. Rywal musiałby być niepełnosprawny, żeby nie wykorzystać takiej pasywności. Stal zrobiła użytek z dramatycznej postawy żółto-niebieskich i za sprawą dwóch kapitalnych uderzeń Aleksandra Buksy sprzed pola karnego wygrała w Gdyni 2:1, dzięki czemu zameldowała się w 1/8 finału Pucharu Polski. Zabraknie w tej fazie podopiecznych Grzegorczyka - żal jest tym większy, że przecież w bieżącej edycji z rozgrywek odpadła już większość ekip z Ekstraklasy i droga na Stadion Narodowy rysowała się jako przestronna i doskonale oświetlona. Niestety, grajkowie Arki postanowili zgasić wszystkie latarnie na tej ścieżce. Czwartkowy mecz był splunięciem w twarz kibicom, którzy przyszli na Stadion Miejski wspierać tę baranią łąkę nieudaczników. Nie chodzi nawet o wynik - przed pierwszym gwizdkiem liczyliśmy się przecież z możliwością porażki, przeciwnikiem żółto-niebieskich był zespół wyprzedzający ich obecnie w tabeli I ligi i jeśli nawet Gdynianie byli stawiani w roli faworytów, to doskonale zdawaliśmy sobie sprawę z ryzyka różnego obrazu spotkania. To, co uwiera jednak najbardziej, to ta obrzydliwa, przebrzydła, żenująca dezynwoltura, która uwłacza randze profesjonalnych sportowców. Czy ta zgraja mięczaków postawiła sobie za cel otrzymanie programu u Krzysztofa Stanowskiego w Kanale Zero? Zero ambicji, zero walki, zero charakteru, zero męskości. Ten zlepek rozpieszczonych gwiazdeczek, który mimo upływu kolejnych miesięcy wciąż nie tworzy drużyny, obrzydza w tym momencie sport swoim własnym kibicom, ale też zapatrzonej w nich młodzieży - Arka w czwartek zaprzeczyła wszelkim ideom ducha rywalizacji, walki do końca i wykuwania charakteru. Gdynianie oddali mecz na stojąco, bo uznali, że gol strzelony w 2. minucie załatwia sprawę i można się rozejść do domu. Haniebny występ żółto-niebieskich, absolutnie galaktyczna kompromitacja i jeden z większych blamaży w ostatnich latach. Ta grupa jest antypatyczna, kibic ma problem, by utożsamiać się z którymkolwiek spośród zawodników - swoją postawą w czwartkowy wieczór grajkowie poplamili swój honor jeszcze mocniej. Arka to my - na całe szczęście kibice wciąż są chlubą tego klubu, mężnie i dzielnie trwając przy herbie i barwach mimo kolejnych przeciwności. Piłkarze nigdy nie zrozumieją czystości i bezinteresowności tych uczuć, dla nich kopanie piłki to tylko praca - do tego wykonywana bez jakiegokolwiek zaangażowania, bo przecież wypłata i tak wpadnie na konto. My jednak trwamy i będziemy trwać. Następny mecz żółto-niebiescy rozegrają we wtorek o 18:00, mierząc się na wyjeździe z Chrobrym Głogów. Arka po grób!


Arka Gdynia - Stal Rzeszów 1:2

Bramki: Milewski 2' - Buksa 77' i 81'

Arka: Grobelny - Lipkowski, Szota, Dominguez, Gojny - Milewski (82' Rama), Lewkot (46' Ambrosiewicz), Kun (46' Waluś), Demirović (26' Sidibe), Kocyła (72' Solecki) - Gutkovskis.

Stal: Kozioł - Thiede (90' Machura), Krasowskij, Kaczor, Kukułka - Wiśniowski (60' Pukała), Goss, Listkowski, Brzęk (46' Leniart), Rittmüller (60' Buksa) - Salamon (69' Madej).

Żółte kartki: Kocyła, Waluś - Listkowski, Leniart, Krasowskij, Madej, Goss.

Sędzia: Szymon Łężny (Kluczbork).

Frekwencja: 4287.